SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
Jan Sętowski w czarnej koszuli stojący przed czarnym napisem i formacje skalne w tle
12/2018

Pobierz PDF

SZTUKA NIE MOŻE BYĆ BIŻUTERIĄ W TKANCE MIEJSKIEJ

Festiwal Iron Oxide na dobre wpisał się już w kulturalne kalendarium Częstochowy. Teraz przyszedł czas na otwarcie galerii sztuki współczesnej pod tym samym szyldem. Rozmawiamy z Janem Sętowskim, jednym z pomysłodawców obu inicjatyw.

Sylwia Góra: Spotykamy się przy okazji zbliżającego się otwarcia Galerii Sztuki Współczesnej Iron Oxide, która jest w pewnym sensie pokłosiem trzech edycji festiwalu Iron Oxide. Czemu Częstochowa? Czy to był jakiś brak, który dostrzegł Pan wraz z Łukaszem Gawronem w tym mieście, czy wręcz przeciwnie – to była idealna tkanka miejska na street art? Przestrzeń, w której idea zamienia się w konkret?

Jan Sętowski:
Chciałbym zaznaczyć, że ingerencja w tkankę miejską nie zawsze oznacza street art i nie chcielibyśmy być w ten sposób postrzegani. To, co robimy, określiłbym po prostu mianem sztuki współczesnej. Jest to pojęcie o wiele bardziej pojemne niż sam street art, który jest dzisiaj niestety synonimem „muralozy”. Narracja, która jest w ostatnich latach prowadzona wokół tego nurtu zmiękczyła jego podstawy. Kiedyś był on przejawem buntu, odpowiedzią na pewne zastane schematy, rodzajem kontrkultury, a teraz został sprowadzony do zamawianych, legalnych, dużych, kolorowych realizacji. Często właściciele ściany wybierają temat tak, aby niczyje uczucia czy poglądy nie zostały urażone. My - jako Iron Oxide - działamy dokładnie odwrotnie. To trochę jak wkładanie kija w mrowisko. Każdy nasz dotychczasowy projekt spotkał się z trudnym odbiorem społecznym, często brakiem akceptacji. Wszystkie nasze projekty opowiadają pewne historie, są spójną narracją, ale mają także zmuszać do dyskusji, bo tylko ona pozwala na progres, zmianę, a to jest dla nas właśnie rola sztuki. Zmiana.

Skoro mówimy o zmianie – dotyczy ona zarówno festiwalu jako inicjatywy, jak i Was jako organizatorów, którzy dojrzewają na różnych poziomach i w różnych obszarach sztuki. Czy tę zmianę da się uchwycić?

Pierwsza edycja festiwalu Iron Oxide to był rok 2016 i strefa ekonomiczna w Częstochowie. Była ona efektem wizjonerskiego podejścia ludzi z Invest in Częstochowa do promocji tych terenów. Zgłosili się do nas, a my wymyśliliśmy formułę. Opłaciło się. Magazyn Forbes napisał o tym wydarzeniu duży artykuł. Malował wtedy Monstfur, Simpson i swoją instalację stworzył Tomasz Górnicki. I to jest zalążek tego, czym dzisiaj jest galeria, która reprezentuje przede wszystkim tych trzech artystów. Kolejna edycja to były tylko dwie realizacje malarskie. Zaprosiliśmy artystę z Berlina – Czarnobyla, który jest postacią wręcz legendarną w kręgach kontrkultury oraz Seikona – twórcę specjalizującego się w neo oparcie. Tegoroczna edycja była totalną rewolucją. Zmieniliśmy podejście do samego festiwalu i na pewno będziemy kontynuować tę drogę. Przestało nam wystarczać to, co robiliśmy do tej pory. Festiwal składał się z trzech części: wykładów ze sztuki współczesnej, estetyki, designu dla całych szkół, warsztatów dla zainteresowanych danym tematem (w sumie ponad 100 godzin zajęć) i na koniec praktyki, kiedy uczniowie szkół stworzyli razem z Monstfurem konkretne realizacje malarskie.

To oddolne działanie edukacyjne na gruncie sztuki jest chyba w Polsce bardzo potrzebne, bo programy pisane dla szkół zarówno na poziomie podstawowym, jak i tym trochę wyższym, nie dają nam zbyt wielu narzędzi do mówienie o sztuce w ogóle, a już zwłaszcza o sztuce współczesnej.


Tak. Jest to największa porażka polskiego systemu edukacji. To, z jaką pogardą albo kompletnym niezrozumieniem podchodzi się do przedmiotów, które budują tak ważne cechy charakteru. Nie mówię tu o nauczycielach, którzy bardzo często są pasjonatami tematu, ale o programie takich zajęć - tak bardzo podstawowym, że jego produktem finalnym jest społeczeństwo, które nie potrafi się poruszać w przestrzeni kultury czy sztuki. A sztuka współczesna w ogóle nie istnieje w takim programie, co jest największym
błędem, bo to właśnie ona pozwala na eksplorację problematyki dzisiejszego świata.

Wracając do samego festiwalu – nie byłoby go bez artystów. Powiedział Pan już, kto stanowi jego trzon, ale pojawiają się też inne, nowe nazwiska. Na jakiej zasadzie zapraszacie do współpracy?

Już u podwalin festiwalu odrzucaliśmy ideę realizowania klasycznego „festiwalu murali”, dlatego też pierwszym wyborem była strefa ekonomiczna, gdzie prace mogą „oddychać”. Nie mamy również klucza, jeśli chodzi o artystów. Festiwal się zmienia. My się zmieniamy. Na pewno chcemy szukać osób do współpracy edukacyjnej – nie tylko artystów, ale też kuratorów, krytyków sztuki, osób zajmujących się nią od strony naukowej. Oczywiście twórców, którzy pomogą nam w rozwijaniu naszej obecnej idei, również. Nie chcemy być jednak festiwalem, na który przyjedzie kilku artystów, coś namalują i na tym się skończy. Chcemy o wiele więcej. Dać ludziom narzędzia do funkcjonowania we współczesnym świecie.

A pomiędzy kolejnymi edycjami festiwalu przygotowywaliście Panowie takie miejsce, gdzie będzie można nie tylko przyjść na wystawę, kupić jakąś pracę, ale także porozmawiać o sztuce. Galerię Iron Oxide.


Tak. Najpierw, pomiędzy pierwszą a drugą edycją festiwalu, był taki „europejski trip”, który odbyliśmy już jako oddolna organizacja, a nie sam festiwal. Artyści, którzy w nim uczestniczyli: Monstfur, Simpson, Tomasz Górnicki, Seikon stworzyli około sześćdziesięciu realizacji w przestrzeni europejskich miast m.in. w dawnej nazistowskiej fabryce chemikaliów pod Berlinem, czy w pobliżu Centrum Pompidou w Paryżu. To było trochę takie okno na świat, przez które dostrzegliśmy, że miasta są wręcz przesycone takimi działaniami. Zorientowaliśmy się, że warto ograniczyć ilość realizacji i postawić na to, by podejmowały one trudne, wielowymiarowe tematy, które będą dyskutowane. Wtedy też zdecydowaliśmy, że nie chcemy robić sztuki, która będzie biżuterią w tkance miejskiej.

Z tego wyjazdu – jako artyści – przywieźliście całkiem spory bagaż doświadczeń i przemyśleń. Teraz otwieracie galerię. Czego możemy się spodziewać w tej przestrzeni?

Przede wszystkim jest to komercyjna galeria sztuki współczesnej, gdzie razem z Łukaszem Gawronem będziemy przedstawiać dzieła studyjne, ale też dokumentację działań w przestrzeni. Będziemy sprzedawać prace, ale nie tylko. Jednym z ważnych filarów jest nasza edukacyjna działalność pro bono. Stawiamy również na ambitny projekt kuratorski. Planujemy w przyszłości współpracować z innymi instytucjami. Jako Galeria Iron Oxide chcemy też proponować coraz więcej wykładów i warsztatów dla wszystkich chętnych, aby mogli się zapoznać ze sztuką współczesną, dyskutować o niej. Jednym słowem ośmielić ich trochę, bo wydaje mi się, że największym problemem dzisiaj jest to, że ludzie nie rozumieją sztuki współczesnej, więc się jej po prostu boją. Nasza galeria jest w tej chwili największą prywatną inicjatywą tego typu w regionie. Chcemy też działać w całej Polsce. Obecnie mamy już zaplanowane na przyszły rok trzy wystawy w Warszawie i to nie jest nasze ostatnie słowo. Natomiast Częstochowa to nasza główna siedziba, z której jest blisko właściwie do wszystkich polskich miast, a lotnisko w Katowicach czy Krakowie zapewnia dobre i szybkie połączenie z Europą i resztą świata.

Plany wyjazdowe są, a jak to wygląda w drugą stronę? Czy jest galeryjna chęć współpracy z innymi artystami?

Absolutnie tak, na nic się nie zamykamy, ale też nie poszukujemy artystów w szczególnie intensywny sposób. Chcemy współpracować z ludźmi, którzy pasują do profilu naszej galerii. Liczymy na bardzo bliską i długofalową współpracę, a zbyt duża ilość twórców nie sprzyja takiemu podejściu. Bazujemy na wzajemnym zaufaniu, ale także możliwościach, przyszłości, jaką możemy zapewnić naszym artystom.

Otwarcie galerii już wkrótce. Czego możemy się spodziewać i gdzie dokładnie mają się zameldować częstochowscy miłośnicy sztuki współczesnej?


Planujemy dni otwarte tuż przed Świętami, 21-23 grudnia. To świetna okazja, bo czas już trochę spowalnia. Przez te trzy dni od godziny 15.00 do 20.00, przy ulicy Komornickiej 127 będziemy czekali na osoby, które chcą zobaczyć naszą przestrzeń i zostać oprowadzone po galerii. Serdecznie zapraszamy!